Miniatura liryczna o wolności podglądania przez łuk prawie triumfalny.
Autor oscyluje w swym dziele pomiędzy algebrą konieczności a przelotem nigdzie nie lecących łabędzi. Przy tej spokojnej drzemce, można zaryzykować jeszcze słowo wieczność, co zwykle oznacza w metaforyce stosowanej, warstwę leczniczej maści na czyrak nieznośności.
Aby jednak zaakceptować tę tezę, niezbędna będzie wprawa w dyskusjach metafizycznych.
Ponieważ tu można przestrzelić.
Muza fotografii podpowiada bowiem, że przy tym obrazie lepiej będzie skorzystać z rzadkiego daru milczenia.
Który, co prawda nie jest jeszcze ciszą. Ale to dobry jej początek.


Przybite dnia: 2012.09.30 : 07.54
users//.txt - There is no such a file