Autor fotografii, na fis przeciągłego skrzypnięcia, uchylił wieko skrzyni i ujawniając szkielet w szafie, zażądał odczytu prawdy pokazywanej.
Mógł użyć innego sposobu na wypełnienie szczelin pomiędzy percepcją a rzeczywistością. Na przykład ginu z tonikiem.
Ale wtedy byłoby bez przytupu na co drugi kwadrans. I wizji objawionej, że
że godzina to więcej niż sześćdziesiąt minut. Że całość – to więcej niż suma części.



Przybite dnia: 2011.05.02 : 10.50

Kołysana delikatnym przybojem beztroski i pieszczotą rzęsy na policzku, z wolna rozpuszcza twardą landrynę rzeczywistości. To ona. Autorka właśnie otwierająca drzwi na salony Morfeusza. Przysennie z pluszem, aksamitem, jedwabiem pidżamy i poduszki.
Jeszcze bez kocyka, ale już wkrótce.
Jeszcze w czarno bieli, ale już zaraz w błękicie.
Jeszcze zdąży kontur zaznaczyć...
Czystym z annałów wywołaniem, muł przydenny formalizmów redakcji koturnowej uleczyć...


Przybite dnia: 2011.04.15 : 08.27

Podróże wyobraźni z miejscówką pomiędzy techniką a naturą, w przedziale między mistrzostwem a magią.
Z tego pociągu nie da się zwyczajnie wysiąść, albowiem nie zatrzymuje się on na stacji zwyczajnego fotograficznego pokazywania. Autor to wie i w metaforze wstecznego lusterka przygląda się z rezerwą niegościnnemu pejzażowi.
Otóż to. Oto my ludzie. Prezent, któremu właśnie kończą się baterie.


Przybite dnia: 2011.03.31 : 00.12
Rozstaje
Dawniejsza sztuka projekcji dostarczała tylko płaskich, sztywnych sylwetek. Oto stryj zanim umarł – mówiło się.
Teraz, w świecie uogólnionych wyobrażeń, fotografia, zupełnie bez rozgłosu – wspięła się na szczyt spektakli oświetlonych. Sztuk zmaterializowanego echa, które nie zanika. Maestrii uwięzionego spojrzenia. Jak w tym zdjęciu, podbitym gronostajem miękkiej melancholii i surowych morałów.


Przybite dnia: 2011.03.15 : 12.12

Trudno o lepszy karambol wyobrażeń. Zderzenie fizjologicznej uporczywości z metaforą codziennej liturgii kloacznej niekiedy mieszanej z topionymi plemnikami. Oto jedna z figur w pejzażu trawienia, akcentowana krzykiem, stęknięciem a może i rozpaczą. Pomnik codziennie celebrowanej ofiary, za nadmiar, za błąd, za sfałszowaną receptę...
I po prostu - sztuka kontemplacji minimalizmu gdy likwidacja kończy z rozlicznymi uwarunkowaniami.


Przybite dnia: 2011.03.01 : 21.10
0 | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 |19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 |

@-Mail do Admina
F.A.Q.
REGULAMIN
Rys histeryczny
Statut KBN
Ideologia


statystyka