Trudno o lepszy karambol wyobrażeń. Zderzenie fizjologicznej uporczywości z metaforą codziennej liturgii kloacznej niekiedy mieszanej z topionymi plemnikami. Oto jedna z figur w pejzażu trawienia, akcentowana krzykiem, stęknięciem a może i rozpaczą. Pomnik codziennie celebrowanej ofiary, za nadmiar, za błąd, za sfałszowaną receptę...
I po prostu - sztuka kontemplacji minimalizmu gdy likwidacja kończy z rozlicznymi uwarunkowaniami.


Przybite dnia: 2011.03.01 : 21.10
Autor będąc w kontemplacji otaczającego go świata wyrzeźbił dzieło, używając klatki wybranego formatu. Napisał partyturę na światłocień z małym solo na pierwszym planie i sprawnie dyrygując chórem na sto słoneczników, wymalował przestrzeń garstką kolorów tercjalnych.
Wena owinęła się wokół niego niczym sarong.
Delikatnie, jak zderzenie dwóch sufletów, wpadły na siebie przeszłość i teraźniejszość.


Przybite dnia: 2011.02.16 : 23.10
users//.txt - There is no such a file