Autor, autor!
Z intencją rozweselenia największego nawet ponuraka, Qxo wyświetla spektakl w swoim wędrownym imaginarium.
Łechce pesymistów złowieszczym napinaniem cięciw i dramatycznym światłocieniem w łukach.
Ale nie ma większych nadziei na czarną depresję, spektakl bowiem jest frywolny. Sztuka pogodna. Świat lekko chichotliwy. Dwuaktówka swawolna.
Qxo, bez specjalnego frasunku supła z przestrzeni okamgnienie i elegancko pakując w krotochwilę, podaje do rekreacyjnej konsumpcji.


Przybite dnia: 2010.08.15 : 11.31
Romans.
Ze srebrzystą monochromatycznością.
Autor migocząc od lekkiej nieprzyzwoitości wyświetlił związek kończyn w nieoczekiwanym fandango. Krążąc wokół konceptu, jak żołnierz wokół bezczelnego cywila, którego nie wolno zabić, wykazał siostrzaną korelację.
Ale na końcu tej drogi nie leży szaleństwo.
Autor, nie kazał oku błądzić, jeno nadał konkretny kierunek odnosząc triumf bezpośredniości. Czyżby była obawa, że przestrzeń wymknie się spod kontroli?
Nie. Twórca zajął pewne terytorium, i wypielił je do czysta utrwalając swą reputację człowieka pracowitego.


Przybite dnia: 2010.08.01 : 12.30
Nocny ekspres.
Autor, w klimacie palącej się pochodni, zabiera nas, zbrylonych pod wspólnym określeniem zwykłych ludzi, na wycieczkę po wertepach przerażonej pamięci. Wypełnionej cuchnącym dymem oraz niemal jak produktem ubocznym – światłem.
Niektóre sceny zdarzają się naprawdę.
Niektóre, zbyt śpiesznie, by ogarnąć je zrozumieniem
Niektóre zbyt szybko, by napełnić ołowiem męskie ołówki.
Zmysłowe widowisko, na podobieństwo zawieszonej mgły, która rankiem z pewnością się rozproszy. Zanim jednak do tego dojdzie – na nocnym kursie może zdarzyć się wszystko.


Przybite dnia: 2010.07.16 : 19.19
Zdjęcie nie oddaje różnych spektakli i gierek wygrywających swoje symfonie w wyobraźni. W każdej oczywiście inną. W każdej nieodwołalnie jednostkową i dla każdej właściwą, niepowtarzalną. Zresztą nie ma tego czynić. Ma je tylko wywoływać. Jest jak karta, nagle wyłożona na stół gdzie wobec graczy okazuje się, że jest nie do przebicia. Czyniąc dalsze poczynania radośnie nieuniknionymi.
W tej nie koniecznie ściskającej zwieracze sytuacji, każdy inny uznałby ten występek za zapalnik do bójki o morale noszenia czegoś tak pospolitego jak spodnie, ale autor zwyczajnie dedykuje swoje wątpliwości wyjazdom letnim i łowom najlepszych zdjęć, które z pewnością wyrwą nie jedną dziurę w bezdechowej ciszy. Wyobraźnie będą decydować czy ona się natychmiast zasklepi, czy pozostanie, jak wir wyciągający z kosmosu coraz to nowe inspiracje.


Przybite dnia: 2010.07.01 : 13.59
Wydaje się, że wszystko, co definiuje obraz fotograficzny – to, idąc na skróty - imiesłów czasu przeszłego. Figura optyczna, odcięta od źródła swego życia, które potoczyło się zapewne dalej, ale akt konserwatorski, zdradzający związki z formaliną lub naftaliną zatrzymał chwilę i skrupulatnie, niezmienioną, ją przechowuje.
„To co widać” można jeszcze powiedzieć, ale będzie to tylko apoteoza fizyki w układach molekuł uporządkowanych na matrycy. Do poufałości nie skłania. Dotknąć: obawa. Liznąć: strach.
Dokładnie jak ostry plan pierwszy, który zdaje się być podłączony do prądu.
Marcin jednak nie grozi. Tylko zaprasza do mgielnego, jednogłośnego unisono, gdzie bladym świtem, wspomnienia budzą się i przeciągają.


Przybite dnia: 2010.06.15 : 14.38
0 | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 |22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 |

@-Mail do Admina
F.A.Q.
REGULAMIN
Rys histeryczny
Statut KBN
Ideologia


statystyka