Wydaje się, że wszystko, co definiuje obraz fotograficzny – to, idąc na skróty - imiesłów czasu przeszłego. Figura optyczna, odcięta od źródła swego życia, które potoczyło się zapewne dalej, ale akt konserwatorski, zdradzający związki z formaliną lub naftaliną zatrzymał chwilę i skrupulatnie, niezmienioną, ją przechowuje.
„To co widać” można jeszcze powiedzieć, ale będzie to tylko apoteoza fizyki w układach molekuł uporządkowanych na matrycy. Do poufałości nie skłania. Dotknąć: obawa. Liznąć: strach.
Dokładnie jak ostry plan pierwszy, który zdaje się być podłączony do prądu.
Marcin jednak nie grozi. Tylko zaprasza do mgielnego, jednogłośnego unisono, gdzie bladym świtem, wspomnienia budzą się i przeciągają.


Przybite dnia: 2010.06.15 : 14.38
users//.txt - There is no such a file