Zdjęcie nie oddaje różnych spektakli i gierek wygrywających swoje symfonie w wyobraźni. W każdej oczywiście inną. W każdej nieodwołalnie jednostkową i dla każdej właściwą, niepowtarzalną. Zresztą nie ma tego czynić. Ma je tylko wywoływać. Jest jak karta, nagle wyłożona na stół gdzie wobec graczy okazuje się, że jest nie do przebicia. Czyniąc dalsze poczynania radośnie nieuniknionymi.
W tej nie koniecznie ściskającej zwieracze sytuacji, każdy inny uznałby ten występek za zapalnik do bójki o morale noszenia czegoś tak pospolitego jak spodnie, ale autor zwyczajnie dedykuje swoje wątpliwości wyjazdom letnim i łowom najlepszych zdjęć, które z pewnością wyrwą nie jedną dziurę w bezdechowej ciszy. Wyobraźnie będą decydować czy ona się natychmiast zasklepi, czy pozostanie, jak wir wyciągający z kosmosu coraz to nowe inspiracje.


Przybite dnia: 2010.07.01 : 13.59
Wydaje się, że wszystko, co definiuje obraz fotograficzny – to, idąc na skróty - imiesłów czasu przeszłego. Figura optyczna, odcięta od źródła swego życia, które potoczyło się zapewne dalej, ale akt konserwatorski, zdradzający związki z formaliną lub naftaliną zatrzymał chwilę i skrupulatnie, niezmienioną, ją przechowuje.
„To co widać” można jeszcze powiedzieć, ale będzie to tylko apoteoza fizyki w układach molekuł uporządkowanych na matrycy. Do poufałości nie skłania. Dotknąć: obawa. Liznąć: strach.
Dokładnie jak ostry plan pierwszy, który zdaje się być podłączony do prądu.
Marcin jednak nie grozi. Tylko zaprasza do mgielnego, jednogłośnego unisono, gdzie bladym świtem, wspomnienia budzą się i przeciągają.


Przybite dnia: 2010.06.15 : 14.38
users//.txt - There is no such a file