Fotografia stanowi ostateczną konstatację tego, że coś zostało rozpostarte przed naszymi oczami. „Oto co widać” czyli rzecz o cichej implozji jęków struny. Spazm wibracji w skardze na hałas, w pretensji na tłum, w proteście przeciw ciasnocie i rozpychania się łokciami lub po prostu – w żalu po stracie. Ale to egzegeza Freudowska, której tu przywołanie nie musi być prawdą...
Sięgam zatem wzrokiem, duszą i pożądaniem poza to, co widzialne, poza tę powierzchowność odbitki fotograficznej, jak dziecko sięgające ręką poza lustro... na nic jednak wysiłki, skoro ta fotografia stale się wymyka udowadniając, że niepodobna zmierzyć siły jej buntu jeśli nie zmierzy się natężenia dawanej przez nią obietnicy. Zasadniczą sprawą zatem może okazać się odczuwanie. Nie mierzalne szkiełkiem i okiem.

Przybite dnia: 2010.06.01 : 10.14
Podano do stołu.
Geografia krzyży i czasz, będących kotwicami zastępczej rzeczywistości. To lęk przed ssącą ciszą gotową wygłosić elokwentne podsumowanie na temat prania w zlewie lub co gorsza, wysiłkiem samodzielnego myślenia. O zgrozo! Twórczego.
Ale przecież mam pilota i narciarskie gogle trzy de full hade a jeszcze MI. . Więc jestem. Czuję. Żyję. A jeszcze ty masz. Ona ma. Jesteśmy razem bezpieczni.
Autor nigdy za dobrze nie czuł się w towarzystwie słów. Kolekcjonuje ciszę jak inni zbierają kawałki puszek po piwie i potrafi nie mówieniem wyrazić wszystko co trzeba. Na tę okoliczność ma fotografię. Tak zwyczajnie.
Zdał właśnie sobie sprawę, że od tygodnia nie włączał telewizora.
I gdyby nosił krawat, z pewnością właśnie by go poprawił.


Przybite dnia: 2010.05.16 : 12.07
users//.txt - There is no such a file