Autorka, posługując się przypadkową inscenizacją, trzymała się nakazów reportażu pilnie zważając, żeby nie ingerować w eksplorowaną przestrzeń. Nie informuje jednak o zdarzeniu, tylko buduje własną narrację, jakby chciała dobitnie powiedzieć, że to jest jej prywatna interpretacja faktów. Najważniejszym nie jest już sama obecność w miejscu zdarzenia, lecz umiejętność o nim opowiedzenia. Obraz zatem, do którego dodała cechy prywatności, nie ląduje w pudełku po czekoladkach, gdzie spocznie na wspomnieniach z wycieczki. Wciąga w orbitę celowych, buszującej w krzesłach, niedopowiedzeń.

Nieuczesana kartka z dziennika.


Przybite dnia: 2008.10.13 : 16.09
Każde pokazanie dzieła to jest zaledwie połowa drogi. Uzupełnieniem jest jego, jest niesłychany w swej istocie akt percepcji. Odbiór, który w wielu wyobraźniach przyjmie wiele różnych kształtów. Sprokurowanie genialnej potrawy będzie niczym bez jej kosztowania kubkami smakowymi ( i na tym porównaniu można od biedy pozostać) ale fotografia idzie dalej. Uruchamia, po pierwszym akcie konsumpcji ocznej, ciąg następujących po sobie obrazów. Autor jednak nie usiłuje ich uporządkować i nie podaje na tacy gotowych przepisów. To zadanie jest po stronie widza. Zdaje się mówić: masz tu kilka cegiełek i sam sobie zbuduj swój świat.
Obraz na murze, całkiem nierealny, wymyślony ręką schizofrenicznego artysty lub będący być może wynikiem chorej wyobraźni - w zestawieniu z realnym ale również odrealnionym osobnikiem fauny ? wyświetla całkiem rzeczywisty film w głowie odbiorcy. Czy zatem twórca tego dzieła żarty z nas sobie stroi? Pozwalając dostrzec sprzeczne ze sobą treści?
Nie.
Twórca usunął się w cień, pozwalając każdemu na swój własny indywidualny lot.

Przybite dnia: 2008.10.02 : 13.36
users//.txt - There is no such a file