Autor niezmiennie poszukujący, oddał się ascezie kontemplacyjnej, by w minimalu stosowanym, określić swój własny porządek rzeczy. Muza fotografii, być może zrazu obrażona sugestią czekolady, w efekcie nagrodziła obrazem, który w swym ładunku emanacji mimo pozorów czystej, czesanej techniką materii, nie przestaje żyć. To duch nastroju lub być może pogranicze mistycyzmu. Nieodzowne minimum, byśmy zobaczyli istotę ludzką, pod jej konieczną tutaj nieobecność.

Przybite dnia: 2014.10.10 : 23.32
Nie jesteśmy pewni, czy zabieg odwrócenia perspektyw, to w fotografii dobry pomysł. Szturchany jednak przez muzę autor, dokonał rewizji pewnych oczywistości i oto balon pojęciowy do tej pory oznaczający Taplary zimą, w wyniku błyskawicznego przeróbki, sięgnął szczytów Kilimandżaro. Z pola widzenia zniknął gulasz a pojawiła się regeneracyjna zupka z termosu. Nie będzie tu puenty bo w fotografii wszystko jest trudne zanim nie stanie się łatwe. A koncept, to tort pokrojony na tak dużo kawałków, że ten z wisienką trudno w sobie odkryć. Autor wie, że zawsze może sięgnąć po klasykę. Nic jednak nie zastąpi radości...

...ze stworzenia czegoś nowego.


Przybite dnia: 2014.09.12 : 09.48
Świat autentyczny i świat pozorny. Fikcja i spektakl realny, poznawalny, namacalny...
To Lampart, który w podzięce za rozszerzenie pejzażu inspiracji, przemycił lekką sugestię pamfletu na przewlekłość pewnych ceremonii niewieścich i ofiarował dzieło muzie fotografii.
Nie da się ukryć, że takie obrazowanie jest wyrazem mocy wyobraźni a nie skorzystaniem z kilku wypróbowanych rozwiązań. Kwestią zasadniczą jest tu widzenie. Własne, wewnętrzne. Wizja, która powstała zanim została uwieczniona. Metafora stwarzająca pomost pomiędzy niewidocznym a światem zjawisk dostrzegalnych.


Przybite dnia: 2014.07.17 : 12.41
Autorka w polu widzenia. Naszym i swoim własnym. Trudno o lepsze wejście na scenę, gdy na tacy mamy i wisienki w budyniu i manifestację rozterek. Pewność siebie podkreślaną widzeniem z góry i powątpiewanie w realność epizodycznej rólki ławkowca. Pozorny galimatias porządkowany jest jednak urokiem bezpośredniości. To Ahor. Jak zwykle. I estetyka niespodzianki, przebłysku i siurpryzy.
Nic w tej określonej zdjęciem rzeczywistości nie zdoła nas uwikłać w wyższy puls palpitacji. Spektakl albowiem jest swawolny, sztuka figlarna.
Skoro zatem pada słowo "dylematy", to podejrzewać należy tylko dbałość o takie posprzątanie sceny, aby zachować jeszcze zaczyn niejednej fotograficznej narracji. Kto ma to zrobić, jak i czy w ogóle- pyta baba na budowie.


Przybite dnia: 2014.06.29 : 00.13
W świecie wyborów tu opisanych, pogrążony we własnej atmosferze obiekt, został namaszczony mocą, by żadnych granic nie przekraczać. Można sądzić, że to dyktat własnych, nieświadomych formalizmów, ale świat zewnętrzny jest nużący, szary i nieciekawy. Po cóż więc otwierać się i wypuszczać powietrze z własnego kokona. Nawet jeśli jest się własnym odbiciem.
Nic w zamian nie będzie.
- Imperatyw rzeczy do zobaczenia, reglamentacja spraw, zgęstków rzeczywistości. Oto moja fotografia - mówi autorka.
- Wiemy, że na zdjęciu jest wszystko czego chciałaś. Nie brak tu niczego, mimo, że mogłaś wybierać z całego kosmosu - odpowiadamy
- To wizja, która poprzez wyrazistość i natarczywość, wyklucza racje i wnioski- podsumowuje muza.
Kurtyna.


Przybite dnia: 2014.06.06 : 22.09
0 | 1 | 2 | 3 | 4 |5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 |

@-Mail do Admina
F.A.Q.
REGULAMIN
Rys histeryczny
Statut KBN
Ideologia


statystyka