Autor przypomniał jedną z najbardziej dla mnie cennych definicji dobrej fotografii. Umożliwia bowiem interpretację załapanej chwili (to za Barthesem) i przetłumaczenie jej na poziom żartu, zagadki, przesłania czy metafory iście transcendentalnej. Patt proponuje obraz silny nie tylko przekazem, lecz również atrakcyjny swoją barwą, dynamiką rytmów i strukturą. Każdy może interpretować ów na swój sposób. Genialne dla mnie jest pokazanie 7 głównych segmentów, (przypominających posępnie o średniej długości życia dla mężczyzn w Polsce) ze wskazaniem bohatera dramatu, który zbliża się nieśpiesznie ku końcowi 6 dekady. Schody wiodące w mrok Hadesu nie są jednak ostatecznie nieuchronne. Poeta (tfu, fotograf) pokazuje nam też przecież promyk nadziei. To drzwi w fasadzie będące szansą na złamanie reguł podstawowych. Mityczna Otchłań? Czyściec? A może po prostu sterowania automatycznych schodów umożliwiająca odwrócenie kierunku jazdy każdego z delikwentów? Cóż więcej dodać, gdy autor obrazu samozwańczo się wpisał na listę twórców nieśmiertelnych: Seneki, Boscha, Kochanowskiego, Herberta i - niech Horusowi będzie - Henryka Mikołaja Góreckiego.

Przybite dnia: 2014.05.21 : 22.32
Sztuka fotograficzna, wiedząc, iż ma do czynienia z obrazami właściwie gotowymi, musi zapobiegać spontanicznemu ich, zwyczajnemu kopiowaniu, czym na poły walczy z prawami natury. Dyktat zwyczajnej widzialności, norma prostego odbioru tego co jest, przeważnie nie pozwala widzieć warstw ukrytych i wyzwala proste "pstryk". Autor jednak tu nie poległ. Czym potwierdził tezę, że sztuka fotografii to nie tylko optyka, nauka o świetle czy zasady kompozycji. To emanacja rzeczy. Ich tchnienie. Ich siła perswazji.

Przybite dnia: 2014.05.04 : 15.27
users//.txt - There is no such a file