Rzecz o metafizyce wspólnie subtelnych przestrzeni.
Łatwo byłoby nam przystać na kryjące się w obrazie „tak właśnie jest”. Oto flaszka, jej cień. Znajome, nieodległe klimaty. Ale autor egzorcyzmuje obecność równoległą i zapewnia spektralne niemal wizje, których sile obecności nie sposób się oprzeć. Być może fotografia uzasadnia pragnienie, jeśli nawet go nie spełnia. Być może zabrania dostępu do zakończonej definitywnie przeszłości. Jedno jest pewne jak powiedział Barthes: zachowuje zdolność do afirmowania wszelkiej egzystencji.


Przybite dnia: 2013.05.01 : 18.40
Ostentacyjna samowystarczalność – można próbować mówić o tym zdjęciu. Oto ptak, którego odkrywa się niemal na końcu obuocznej penetracji obrazu. Jest jak trzask zamykanych drzwi wszelkiej interpretacji. Jest jak ostatnia instancja wszelkiej dyskusji, czyli precyzyjny cios pałką w ucho wewnętrzne.
Autor, w jednej swobodnej baletowej sekwencji ujął związki od niewinnej czystości do brutalnej ekspresji. Natura tego właśnie ujęcia, jego niezachwiany obiektywizm, mogą upomnieć się o taki odbiór udowadniając, że świat widzialny, to objawienie mocy widzenia. Tak różne od widzenia pejzaży w celofanowym opakowaniu.


Przybite dnia: 2013.04.21 : 12.59
Wielkanocny koturn dla Tellerki, która w tym obrazie nie poszła z rozzuchwalonym duchem czasów. Obraz bez fali pospiesznych przemyśleń i bez urwania czegoś, co dałoby się z powrotem przyszyć. Czyli bez paniki. Z refleksją podpieraną słowem „ostatni” i smutkiem tunelu, na końcu, którego zamiast zwyczajowego światełka, tu mocno argumentowanego, będą z pewnością schody, gdzie zacznie się bilboardowy musical z nerwowym stepowaniem. Autorka została zatem w mroku, na czym skorzystała ona i sama sztuka fotografii albowiem wszechświat wymaga, by wszystko miało swojego obserwatora. W przeciwnym razie przestanie istnieć.

Przybite dnia: 2013.04.01 : 10.09
users//.txt - There is no such a file